Szewc bez butów
Klientom sprzedajemy premium obecność w sieci, a własna strona latami spadała na koniec listy. Wstyd rósł z każdym miesiącem.
Ten sam rygor, te same audyty, ta sama walka o każdą milisekundę — tyle że klientem byliśmy my sami. Z liczbami i wpadkami, bez retuszu.
Klientom sprzedajemy premium obecność w sieci, a własna strona latami spadała na koniec listy. Wstyd rósł z każdym miesiącem.
„Ładna, ale generyczna” — werdykt własnego art directora. Łatwo wpaść we własne pułapki, które wytykamy klientom.
Ruszyliśmy 10 czerwca. Google jest nieufny wobec młodych domen — technicznie gotowi, w rankingach zaczynaliśmy od zera.
Albo zbudujemy sobie stronę tym samym standardem co klientom, albo jesteśmy niewiarygodni. Zero skrótów dla samych siebie.
Zaczęliśmy jak z klientem: audyt USP, research konkurencji, mapa treści. Zamiast „chcemy ładną stronę” postawiliśmy cel „naprawiamy własną obecność w sieci”. Bez tego każda strona wychodzi generyczna — także nasza.
Kierunek jak okładka magazynu: asymetria, cienkie nagłówki, duże kontrasty skali, każda sekcja z własnym rytmem. Sekcję Wartości przerabialiśmy cztery razy, aż przestała przypominać sekcję Proces.
Około stu tokenów w jednym miejscu — kolory, siatka 8px, typografia, cienie, czasy animacji. Audyt odstępów wyłapał kilkadziesiąt różnych paddingów i zamienił chaos w spójny system.
Wywaliliśmy Bootstrap i ciężkie dodatki. WordPress classic + ręcznie pisany CSS + BEM + odrobina vanilla JS. Ponad 8700 linii stylów w jednym pliku, zero frameworka — mniej kodu to mniej rzeczy, które mogą się zepsuć.
Trzynaście osobnych audytów, ponad sto uwag na starcie. Po premierze jeszcze miesiąc dopracowania — dostępność, wydajność, treść. Zielony wynik to nie meta, tylko punkt wyjścia do kolejnej rundy.
Plus miesiąc dopracowania po premierze — bo „skończone” to nie koniec.
Audyt USP, mapa treści, kierunek editorial. Zamiast „ładnej strony” — konkretny cel biznesowy.
Makieta w kodzie, około stu tokenów, dziesiątki wariantów sekcji — samą sekcję Usługi 27 razy.
Ship it: świadomie niedokończony, ale żywy. Lepszy działający niż idealny w szufladzie.
Miesiąc audytów po premierze: dostępność, wydajność, treść — kilkaset drobnych poprawek, zanim uznaliśmy stronę za naprawdę dopracowaną.
Daje Ci w panelu proste pola do edycji, podobne do formularza. Sam zmienisz teksty, ceny czy zdjęcia — bez dzwonienia do nas i bez ryzyka, że coś się rozjedzie. Strona zostaje w Twoich rękach, a aktualizacja zajmuje minuty.
Google PageSpeed Insights, desktop, lipiec 2026. Wpisz tophat.pl w pagespeed.web.dev — zobaczysz to samo. Niższy wynik mobilny wyjaśniamy w FAQ.
Pytania, które sami zadalibyśmy, oglądając cudze case study.
Bo rzemieślnika najłatwiej ocenić po jego własnym warsztacie. Skoro sobie zrobiliśmy stronę szybką, dostępną i uczciwą co do liczb — u Ciebie zrobimy tak samo. To nasze portfolio, na którym nie możemy nikogo obwinić za kompromisy.
Symulator Google (Lantern) pod obciążeniem skryptów analitycznych zawyża czas ładowania na telefonie — pokazuje 9–11 s, a diagnostyka tego samego elementu to ~2,3 s. Nie zamiataliśmy tego pod dywan: wolimy wytłumaczyć różnicę, niż udawać idealną liczbę.
Od briefu (kwiecień) do startu (10 czerwca) — około ośmiu tygodni, plus miesiąc dopracowania już po premierze. Dobra strona to nie tydzień z szablonu; to proces z akceptacjami na każdym etapie.
Gotowiec ciągnie za sobą setki kilobajtów balastu, którego nie używasz. Napisaliśmy własny lekki motyw — tylko potrzebny kod. Stąd zero przeskoków układu (CLS 0) i 100/100 w Best Practices na każdej podstronie.
Od bezpłatnego audytu. Pokażemy, co spowalnia Twoją obecną stronę i ile realnie da się poprawić — na Twoich danych, nie na obietnicach. Bez zobowiązań.
Umów bezpłatny audyt — sprawdzimy, co spowalnia Twoją stronę i ile realnie zyskasz na zmianie. Bez zobowiązań.